Biegliśmy dalej w ciszy i szukaliśmy sztandaru przeciwnej drużyny. Pokazałam Jeremy'emu żeby się zatrzymał. Wskoczyłam na najbliższą gałąź i wspięłam się wyżej na drzewo. Ja skacząc po drzewach niczym wiewiórka miałam dobrą widoczność i dobre miejsce do strzelania.
- Jeremy widzę sztandar. - Pokazałam mu kierunek gdzie znajduje się sztandar. Zauważyłam że zostaliśmy także okrążeni.
- Mamy towarzystwo. Nie da rady ich ominąć. Musimy walczyć. - Coraz bliżej byli wrogowie. Ktoś rzucił w stronę Jeremy'ego włócznię i szybko cała reszta zaczęli atak. Było ich na oko dziesięciu.
- Czyżby twoja koleżanka zostawiła cię? - Zaśmiał się jakiś chłopak. Nie zauważyli mnie więc mieliśmy przewagę. Jeremy zaczął atakować mieczem, a ja w oszołomionych strzelałam z drzewa. Nagle poczułam dziwne uderzenie zimna. Jakby wszystko miało tu zamarznąć. Poniżej wokół Jeremy'ego zrobił się szron.
Jeremy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz